Wywiad z profesorem Wojciechem Zalewskim, absolwentem dukielskiego liceum

26-03-17 Jarosław Drobiniak 0 wpisów

Rozmawiają: Stanisław Kalita i Zdzisław Zaniewicz

S. Kalita: Pan profesor zdawał maturę w 1966 roku, to chyba jedyny dukielski rocznik, gdzie mamy 2 profesorów?

Profesor W. Zalewski: Nie robiłem takiego rozeznania ale oprócz mnie także tytuł profesora z mojej maturalnej klasy posiada Bronisław Jakubczyk.

Z. Zaniewicz: Ja będę zwracał się do pana profesora per ty ponieważ znamy się tyle lat, że inaczej bym nie śmiał. Szanuję dokonania naukowe moich kolegów, którzy z pewnością są chlubą naszej klasy.

Na początku chciałbym abyśmy wspomnieli czasy minione. Od wielu lat mieszkasz w Krakowie ale lubisz do Dukli przyjeżdżać. Co jest tego głównym powodem?

Profesor W. Zalewski: Chyba wspomnienia z najpiękniejszego okresu w życiu jakim jest szkoła średnia. Kolejny powód to sentyment do miasteczka i możliwość spotkania się z koleżankami i kolegami z klasy. Praktycznie od 50 lat odwiedzam Duklę, czasami na dłużej, czasami na krócej. Sam wiesz Zdzichu, że lubimy pogadać na różne tematy. Tutaj też chodziłem do szkoły podstawowej, zresztą Twoja mama pani Stanisława Zaniewiczowa i Twój tato pan Władysław Zaniewicz także mnie uczyli. Chyba od 50 lat nie było takiej sytuacji, że będąc w Dukli nie spotkałbym się z Tobą.

Ważnym oczywiście powodem, dla którego tak często przyjeżdżałem do Dukli była chęć odwiedzenia rodziców, którzy żyli do początku lat 90. oraz brata z rodziną.

Z. Zaniewicz: Czyli jednak powrót do lat młodzieńczych i taka sentymentalna podróż w czasie?

Prof. W. Zalewski: Tak. Przypominam sobie szkołę podstawową, kiedy uczyłem się jeszcze przy lampie naftowej. Wspominając teraz, z perspektywy ponad 50 lat, okres nauki w Liceum Ogólnokształcącym w Dukli cieszę się, że miałem możliwość uczęszczania do tej szkoły z jej gronem pedagogicznym i uczniami.

Z. Zaniewicz: Chciałbym abyś powiedział coś o swoich rodzicach, bo dla młodego pokolenia są oni nieznani.

Profesor W. Zalewski: Mój tato z wykształcenia był nauczycielem i przed wojną, a także po wojnie pracował w swoim zawodzie. W Dukli pełnił też przez pewien okres funkcję przewodniczącego Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Mama była bibliotekarką i przez wiele lat kierownikiem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Dukli.

S. Kalita: Można powiedzieć, że ojciec pana przyczynił się w pewnym stopniu do odbudowy miasta i rozwoju szkolnictwa.

Z. Zaniewicz: Skończyłeś liceum i poszedłeś w świat, chciałbym abyś przybliżył swoje losy po szkole średniej.

Profesor W. Zalewski: Kraków. Rzuciłem się w wir dużego miasta. Studiowałem mechanikę i budowę maszyn na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. Początkowo byłem trochę zagubiony, ale po pewnym czasie już sobie doskonale radziłem. Nie myślałem od razu o pracy naukowej. To wyszło samo, jak często się w życiu zdarza. Nauka zaczęła mnie coraz bardziej fascynować i wciągać. Po studiach zostałem asystentem na moim wydziale, zdobywałem kolejne stopnie naukowe aż do tytułu profesora w 2003 roku.

S. Kalita: Dlaczego kierunek techniczny?

Profesor W. Zalewski: Zawsze myślałem, że jestem bardziej uzdolniony humanistycznie. Nie bez znaczenia tutaj była postać profesora Edwarda Kleina, który potrafił nas bardzo dobrze przygotować. Podszedłem jednak do tego wyboru pragmatycznie, że z czegoś trzeba będzie żyć. Lubiłem fizykę i matematykę, więc się zdecydowałem na kierunek techniczny. A Kraków wybrałem dlatego, że to duże miasto z tradycjami, dające większe możliwości rozwoju. Co do kierunku studiów to troszkę los zadecydował. Myślałem jeszcze o studiach na wydziale budownictwa lądowego, ale ostatecznie wybrałem wydział mechaniczny.

S. Kalita: Jaką funkcję pan pełni na Politechnice Krakowskiej?

Profesor W. Zalewski: Jestem zatrudniony na stanowisku profesora zwyczajnego na Wydziale Mechanicznym Politechniki Krakowskiej. Od 25 lat kieruję Zakładem Chłodnictwa i Klimatyzacji. Dwie kadencje pełniłem funkcję prodziekana wydziału mechanicznego a przez ostatnie 11 lat byłem członkiem senatu akademickiego. Zawsze starałem się być aktywny w działalności organizacyjnej.

S. Kalita: Wróćmy do lat licealnych, kogo z nauczycieli zapamiętał pan szczególnie?

Profesor W. Zalewski: Niewątpliwie profesor Edward Klein utkwił mi w pamięci jako wybitny dydaktyk. Jego sposób przekazywania wiedzy był bardzo komunikatywny, logiczny, a zajęcia prowadzone były ciekawie i na wysokim poziomie. Zapamiętałem też bardzo dobrze panią profesor Izabelę Stanosz, z którą jako naszą wychowawczynią mieliśmy częściej kontakty, tym bardziej, że aniołkami nie byliśmy. Pani profesor Halina Adamczuk dobrze nauczyła nas matematyki, choć to przedmiot, który do łatwych nie należy. Wszystkich nauczycieli, którzy uczyli mnie w liceum pamiętam i często wspominam.

S. Kalita: Jaki kierunek studiów polecałby pan naszym absolwentom?

Profesor W. Zalewski: Polecałbym kierunki, po których można stosunkowo łatwo znaleźć zatrudnienie zgodne z wykształceniem, ale zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest to możliwe. Powinno się brać pod uwagę to, czy w perspektywie najbliższych kilku lat będą w danej dziedzinie poszukiwani specjaliści.

Z. Zaniewicz: Warto jest odnieść się w tym miejscu do dorobku myślowego naszych przodków „Non scholae sed vitae discimus” co znaczy nie dla szkoły się uczymy a dla życia. Niech to będzie podsumowanie naszej rozmowy.

Stanisław Kalita, Zdzisław Zaniewicz.: Dziękujemy bardzo za rozmowę i życzymy dużo zdrowia.

Profesor W. Zalewski.: Dziękuję bardzo. Życzę liceum sukcesów a Wam dziękuję za rozmowę i lekcję historii regionalnej w postaci książki o naszym miasteczku Dukli.