Wspomnienia z lat szkolnych Pani profesor Haliny Kobieli-Kurek

23-04-17 Jarosław Drobiniak 0 wpisów

70 lat Liceum Ogólnokształcącego w Dukli, materiały przygotowują i opracowują Stanisław Kalita i Zdzisław Zaniewicz.

 Tym razem proponujemy wspomnienia  z lat szkolnych Pani profesor Haliny Kobieli-Kurek.

Liceum Ogólnokształcące w Dukli, do którego uczęszczałam w latach 1967-1971, to najlepsza szkoła średnia, jaką można sobie wymarzyć. Wychowawczynią mojej klasy była Pani Profesor Halina Adamczukowa, mądry i dobry Człowiek, która, choć wymagająca, nie pozwoliła, by matematyka stała się moim wrogiem. Wyniesiona ze szkoły umiejętność liczenia i jednocześnie logicznego myślenia okazała się bardzo pomocna, kiedy pełniłam  funkcję dziekana Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego i byłam odpowiedzialna za finanse Wydziału.

            Z perspektywy minionego czasu mogę stwierdzić, że w zasadzie wszyscy moi Nauczyciele byli wymagający, ale jednocześnie – bardzo życzliwi i wyrozumiali. W związku z tym, do Liceum chodziliśmy z przyjemnością. Nie było to zło konieczne.

            Profesorowie, którzy szczególnie zaznaczyli się w mojej pamięci to, oprócz mojej Wychowawczyni, Profesor Kazimierz Szopa – Nauczyciel z pasją, który co rok prowadził nas na górę Cergową, na torfowiska, byśmy przyrodę poznawali z autopsji, a nie tylko z podręczników. Dużo zawdzięczam też znakomitemu historykowi – Profesorowi Kazimierzowi Góreckiemu, który nauczył mnie kochać muzykę oraz Profesorowi Edwardowi Kleinowi, niezwykłemu Poloniście, dzięki któremu na studiach uniwersyteckich w Krakowie czułam się jak absolwentka jednego z najlepszych liceów krakowskich.

            Szkoły średniej nie wspominam dziś jako przykrego obowiązku ucznia. W pamięci zostały mi bowiem przede wszystkim te chwile, które łączą się z czasem wolnym od nauki, a dukielskie Liceum ten wolny czas zagospodarowywało mi w całości.

            Najpierw Profesor Górecki zaprosił mnie do orkiestry szkolnej. Cotygodniowe próby były czystą przyjemnością i zaczynały się od rytualnego strojenia instrumentów, w czym zawsze miałam swój udział. W szkole grał też zespół muzyczny z dwoma niekwestionowanymi liderami: Zdzisławem Rozembajgrem, a później – Zygmuntem Jakubczykiem. Zostałam solistką tego zespołu i wspólnie uświetnialiśmy poważne lub mniej poważne akademie, ale przede wszystkim – sami świetnie się bawiliśmy. Potem przyszedł czas na siatkówkę. Nasza drużyna, składająca się wyłącznie z uczennic Liceum, osiągnęła sukces. Grałyśmy w trzeciej lidze. Profesor Górecki był bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy i prawie  codziennie powtarzał mi:  albo siatkówka, albo muzyka.  Wiedziałam, że ani zawodową siatkarką, ani zawodowym muzykiem nie zostanę, więc robiłam jedno i drugie, bo oba zajęcia sprawiały mi przyjemność. Nie zawsze jednak było przyjemnie. Kiedy, wytypowana przez szkołę, wygrałam w Krośnie konkurs piosenki radzieckiej i stosunkowo późno wróciłam do domu (nie było autobusu), w domu Rodzice najpierw zrobili mi awanturę, a  pogratulowali dopiero wtedy, gdy emocje opadły. Profesor Klein z kolei uważał, że powinnam spróbować swoich sił w recytacji. Poległam w czasie pierwszej akademii, bo pod wpływem stresu,  zapomniałam tekstu. Profesor jednak nie dał za wygraną, co dziwne, dalej we mnie wierzył i to aż do tego stopnia, że wytypował mnie do konkursu recytatorskiego. Tym razem Go nie zawiodłam. Wygrałam w szkole, potem w powiecie i wreszcie w województwie. I tak już było co rok, czemu sama się zawsze bardzo dziwiłam, choć, nie ukrywam, byłam zadowolona. Jeżeli dodać do tego wakacyjne obozy wędrowne, które organizowały  Panie Profesor Halina Adamczukowa i Izabela Stanoszowa, żeby nam pokazać „inny kawałek świata”, zabawy szkolne, które uświetniali koledzy z krośnieńskich szkół, specjalnie zapraszani przez Dyrekcję naszego Liceum, profesjonalne wyjazdowe ćwiczenia przeciwpożarowe naszej drużyny harcerskiej i udział w rozlicznych świętach ochotniczej straży pożarnej, to trzeba przyznać, że na naukę specjalnie dużo czasu nie zostawało.

            Jak to się więc stało, że tak wielu absolwentów dukielskiego Liceum skończyło studia wyższe i tak wielu może się poszczycić sukcesem zawodowym? Odpowiedź jest prosta. Nasi Nauczyciele zawsze wiedzieli, kiedy wkroczyć i przypomnieć, że czas pomyśleć o egzaminach wstępnych na studia. A myśmy Im ufali i zaczynaliśmy o tych egzaminach myśleć.

„No więc Dukla – pisał Andrzej Stasiuk – dziwne miasteczko, z którego nie ma już dokąd pojechać […], na czym polega jej dziwna siła”, że „moje myśli prędzej czy później przybiegają właśnie tutaj, jakby w tych paru uliczkach na krzyż miały znaleźć zaspokojenie […]. Ona [zawsze HK] pojawia się jak napomnienie, ilekroć za wiele zaczynam rozmyślać o sobie”, bo Dukla (i moje Liceum) jest „jak memento, jak mentalna dziura w duszy, klucz nie do podrobienia” (Stasiuk 1997: 16, 44, 65-66).

Biogram Pani profesor Haliny Kobieli-Kurek

Share