70 lat Liceum Ogólnokształcącego w Dukli

27-02-17 Jarosław Drobiniak 0 wpisów

Wywiad z profesorem Bronisławem Jakubczykiem, matematykiem z Instytutu Matematycznego Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, absolwentem dukielskiego liceum.

Profesor Bronisław Jakubczyk: Urodziłem się i wychowałem na Dukielszczyźnie, mieszkaliśmy na Nadolu, uczęszczałem do szkoły podstawowej i liceum w Dukli. Po zdaniu matury przeniosłem się do Warszawy gdzie studiowałem elektronikę. W trakcie studiów stwierdziłem, że bardziej interesuje mnie matematyka. W końcu skończyłem oba wydziały. Po ukończeniu matematyki na Uniwersytecie Warszawskim pracowałem głównie w Instytucie Matematycznym PAN. W trakcie mojej pracy naukowej wykładałem również na różnych uczelniach m.in. na Uniwersytecie Warszawskim, Politechnice Warszawskiej, również w USA na 3 różnych uniwersytetach, z których najbardziej znanym jest Uniwersytet Princeton. Prowadziłem zajęcia dla studentów niższego stopnia i bardziej zaawansowanych wyższego stopnia. Zbliżam się do emerytury ale póki co nadal pracuję w Instytucie.  Mam dwóch dorosłych synów, mieszkam w Warszawie.

Stanisław Kalita: Jak odnalazł się Pan w Warszawie?

Profesor Bronisław Jakubczyk: Mazowsze jest płaskie i niczym nie przypomina gór, co na początku było dla mnie zdecydowanie negatywne. Brakowało mi gór i muszę powiedzieć, że nadal mi brakuje, dlatego często przyjeżdżam w rodzinne strony.  Jednym z moich hobby są wędrówki po górach, również tych wyższych. Lubię też biegać na nartach, co przy prawdziwej zimie udaje się też na Mazowszu.

S.K.: Jak to było z tym maratonem?

B.J.: W wieku 60+ udało mi się kilkakrotnie pokonać dystans 50 km. W narciarskim Biegu Piastów i w maratonie we Francji. Ale czas nie był imponujący.

S.K.: Z tego co wiem to cała Pana rodzina była uzdolniona matematycznie? Skąd takie predyspozycje?

B.J.: Rzeczywiście ma Pan dobre informacje. Brat również skończył matematykę na WSP w Rzeszowie. Zaczynał pracę jako nauczyciel matematyki. Siostra także jest utalentowana w tym kierunku. Pamiętam gdy dawałem im różne zadania do rozwiązania to siostra była bardzo bystra, ale skończyła inny, niematematyczny kierunek. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć skąd te uzdolnienia w mojej rodzinie. Wiem tylko, że mój ojciec przed pójściem do szkoły tłumaczył mi krótko pewne rzeczy.  Pamiętam, że jeszcze przed szkolną edukacją doszedłem sam ile to jest 100 X 100. Zastanawiałem się wtedy jak mnożyć przez siebie pewne liczby.

S.K.: Wynika z tego, że jakieś geny rodzinne u Pana się zachowały? Może w poprzednich pokoleniach?

B.J.: Pewnie tak,  choć rodzice nie mieli wyższego wykształcenia. Ojciec skończył szkołę podstawową a mama z uwagi na panującą biedę w jej rodzinie nie mogła ukończyć szkoły podstawowej. W tamtym okresie, przed wojną, musiała pracować już jako kilkunastoletnia dziewczyna.

S.K.: Bardzo wiele osób zdolnych i chcących się uczyć nie miało takiej możliwości z uwagi na trudną sytuację ekonomiczną a mówiąc wprost z powodu powszechnie panującej galicyjskiej biedy. A szkoda bo na pewno zmarnowało się wiele talentów.

B.J.: Z pewnością.

S.K.: Jak to jest z tą matematyką, czy trzeba mieć po prostu predyspozycje czy jednak pewnych rzeczy można się nauczyć?

B.J.: Na pewno dużo zależy od zdolności i predyspozycji ale też należy rozwijać swoje zainteresowania. U mnie to było tak, że chciałem pewne sprawy zrozumieć sam, dochodzić do nich możliwie samodzielnie. Pamiętam, że ojciec raz wytłumaczył mi rozpoznawanie godzin na zegarze sciennym i potem był zdziwiony, że szybko to pojąłem. Wszystko to było jeszcze przed pójściem do szkoły.

S.K.: Co takiego niezwykłego jest w matematyce, że wybrał Pan ten kierunek i całe swoje zawodowe życie związał Pan z matematyką?

B.J.: Przed szkołą i na początku szkoły podstawowej zainteresowały mnie liczby. Będąc wysyłany po zakupy jeszcze jako przedszkolak widziałem, że oblicza się zapłatę za towar używając liczb i pewnych operacji na nich jak dodawanie i mnożenie. Próbowałem wykonywać te operacje samodzielnie traktując to jako pewne zagadki czy zadania umysłowe. Matematyka wciągnęła mnie na dobre gdy w szkole pojawiły się problemy geometryczne i logiczne. Dzięki mojej matematyczce, pani Adamczuk, brałem udział w olimpiadzie matematycznej i tam już były zadania ciekawsze i trudniejsze. W momencie gdy zacząłem studiować matematykę, zaczął się okres w którym docenia się  inne cechy matematyki. Jedną z nich są doznania estetyczne, możliwość zapisu w krótki i elegancki sposób skomplikowanych praw fizyki przy użyciu symboli matematycznych.

Matematyka pozwala w bardzo krótki sposób jakby kodować  prawa natury. Przykładowo wszelkie ruchy ciał materialnych, np. ruchy ciał niebieskich, są opisywane przez matematyczne prawo przyciągania Newtona. To prawo łatwo jest sformułować za pomocą prostego wzoru matematycznego wykładanego w szkole i zrozumieć jak działa, gdy przyciągają się tylko dwa ciała. Natomiast jeśli tych ciał jest wiele albo są rozmieszczone w sposób skomplikowany to się nie uda . Tych równań powstaje wiele ale wszystkie wynikają z jednego równania tzw. prawa grawitacji, które jest już nieco bardziej skomplikowanym równaniem ale zapisanym bardzo krótko. Tego typu prawa są zapisywane przez równania nazywane równaniami różniczkowymi. To właśnie moja specjalność.  Równania różniczkowe to równania podobne jak w szkole, tylko niewiadomymi nie są liczby ale znacznie bardziej skomplikowane obiekty jak  trajektorie ruchu albo opisy ruchu powiedzmy cieczy czy opisy ruchu galaktyk, bardzo różnych elementów. Np. równania różniczkowe Maxwella w zwarty i elegancki sposób opisują ruch fal elektromagnetycznych, np. fal radiowych, fal transmitujących sygnał telewizyjny  czy fal w kuchence mikrofalowej.

S.K.: Pamięta Pan jakieś zadanie matematyczne z lat szkolnych?

B.J.: Pamiętam niektóre zadania z olimpiady matematycznej. Pamiętam też zadanie z matury ustnej z fizyki. Nauczyciel fizyki profesor Stojak dał mi dość trudne zadanie na egzaminie ustnym. Dla mnie przygotował zadanie specjalne, musiałem się trochę pogłowić. Rozwiązałem to zadanie, dało się je zapisać w dwu równaniach z dwiema niewiadomymi i rozwiązać je. Później gdy przeglądałem zadania na egzaminie pisemnym na studia wyższe na wydział fizyki to znalazłem to zadanie, było uznane za najtrudniejsze co mnie pokrzepiło.

S.K.: Jak Pan wspomina okres liceum?

B.J.: Osoby mieszkające w Dukli czy niedaleko miasteczka miały komfortowe warunki do uczenia się. Na piechotę można było dojść do szkoly i spokojnie wrócić do domu. Pierwsze wrażenie na początku liceum było takie, że jest to szkoła poważniejsza. Już w pierwszej klasie było widać, że należało znacznie więcej pracować niż w  szkole podstawowej. Niektóre przedmioty były ciekawsze dla danej osoby a niektórej mniej ciekawe ale to było normalne. To było wejście w pewien świat, który bez szkoły nigdy by się nie objawił. Miło wspominam grę w piłkę nożną i siatkówkę. Od czasu do czasu startowaliśmy w turniejach, szczególnie w piłce nożnej. W klasie mieliśmy 11 chłopców, gdy jeden był niedysponowany to korzystaliśmy z młodszego kolegi, który był bardzo dobrym piłkarzem. Nawet raz graliśmy o awans do finału wojewódzkiego i do przerwy wygrywaliśmy dwa do zera, ale ostatecznie zeszliśmy z boiska pokonani cztery do dwóch.

S.K.: Taki bywa sport. Kogo z nauczycieli pamięta Pan szczególnie?

B.J.: W miarę dobrze pamiętam wszystkich. Niektórym z nich zawdzięczam pewne rzeczy, które odegrały w moim życiu ważną rolę. Pani profesor Adamczukowa wciągnęła mnie w olimpiadę matematyczną już w II klasie liceum. To miało wpływ na moje dalsze decyzje życiowe. Pamiętam profesora Kleina, który wciągał nas w czytanie literatury i w ciekawy sposób prowadził zajęcia. Często to były dyskusje i wypracowania na dość ciekawe tematy. Nie lubiłem pisać wypracowań z języka polskiego, zawsze zadanie domowe pisałem w ostatni wieczór i noc przed oddaniem. Tym niemniej było to ciekawe. Pewnego dnia profesor Klein powiedział, że w najbliższych dniach będzie finał konkursu chopinowskiego i jak będziecie mogli to posłuchajcie. Wtedy udało mi się odkryć Chopina. Zostało mi to i  na studiach często chodziłem do filharmonii. Muzyka jest dla mnie jednym z tych światów, z których codziennie mogę korzystać i daje mi bogate doznania.

S.K.: Co chciałby pan przekazać naszym uczniom?

B.J.: Na pewno pasja. Odnajdźcie w sobie talent do czegoś i go rozwijajcie. Każdy ma ukryty w sobie jakiś talent ale często o nim nie wie. Najlepiej mieć kilka zainteresowań i w nich się realizować. Jeżeli się rozwija swoje zdolności to w życiu bardzo procentuje.

Powiem jeszcze jedną ciekawą rzecz o dukielskim liceum. Otóż w latach 1986-1987 byłem zatrudniony na Uniwersytecie Rutgers w USA, blisko Nowego Jorku i tam miałem wykłady dla studentów. Przydzielono mi asystenta Jana Wehra, który pochodził z Warszawy. Pewnego razu zapytał mnie skąd pochodzę, odpowiedziałem, że  z Dukli. To pewnie chodził Pan do tego słynnego liceum, powiedział.  Dlaczego sławnego, spytałem zdziwiony. No, przecież miało wielu laureatów, szczególnie w olimpiadach z języka polskiego. Tego nawet ja nie wiedziałem, ale byłem bardzo dumny.

Stanisław Kalita: Bardzo Panu dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego od całej dukielskiej społeczności.

Profesor Bronisław Jakubczyk: Dziękuję bardzo.

Share